Kredyt denominowany w EUR to kredyt, w którym kwota zobowiązania została wyrażona w euro, ale wypłata i spłata następowały w złótówkach. Bank przeliczał kwotę według własnej tabeli kursowej - najpierw przy wypłacie (kurs kupna), potem przy każdej racie (kurs sprzedaży).
W praktyce nigdy nie dostawałeś euro na konto. Dostawałeś złótówki przeliczone po kursie, który bank ustalał jednostronnie.
Kredyt indeksowany to kredyt udzielony w złótówkach, ale „przeliczony” na euro w dniu wypłaty. Twoje saldo zadłużenia wyrażone jest w EUR i zmienia się wraz z kursem. Każda rata przeliczana jest z EUR na PLN po kursie sprzedaży banku.
Efekt jest identyczny: bank kontroluje kurs, Ty ponosisz całe ryzyko.
Kredyty EUR były popularne w latach 2006–2012, ze szczytem w 2009–2010 r. - tuż po kryzysie frankowym z 2008 r. Banki promowały je jako „bezpieczniejszą alternatywę” dla franka, bo euro miało być bardziej stabilne. Nikt nie ostrzegał, że mechanizm przeliczeniowy jest identycznie wadliwy.
Według danych z 2025 roku ok. 65 000 kredytobiorców nadal spłaca kredyty hipoteczne denominowane lub indeksowane do EUR. Łączna wartość portfela to ok. 11,1 mld PLN - więcej niż aktualny portfel kredytów frankowych (3,96 mld PLN).
Wadliwość nie tkwi w samej walucie euro. Problem leży w mechanizmie przeliczeniowym:
To te same przesłanki, na podstawie których sądy od lat unieważniają kredyty frankowe.